niepodamswoichdanych | e-blogi.pl
KrĂłl Jest Nagi.
W Vegas nie wolno karmić bezdomnych @ 2006-07-29 23:08

No. Pierwszej klasy bezduszność. Wszystko musi być na ich sposób, albo być nie może. Ludzie nie powinni sobie pomagać, od tego jest państwo, ludzie mają płacić podatki i siedzieć cicho. A jak sobie państwo nie radzi, to trzeba ukryć problem, bo smierdzi i jest brzydki. Według mnie to jest państwowe zamiatanie pod dywan, ustanowienie takiego prawa.


Komentarze [0]


Państwo prywatne - masz kasę, robisz jak chcesz... @ 2006-07-29 21:18

Chiny nie są ciekawym miejscem do życia, jeżeli jesteś akurat pracownikiem firmy Merton Co LTD. Jak dla mnie z artykułu wynika, że państwo chińskie wyraźnie uprzywilejowuje tą firme. Nie jest to pierwszy przypadek o którym słyszałem czy czytałem. Świetny przykład na to, że państwo służy przedewszystkim uprzywilejowywaniu jednych kosztem drugich. Poza tym pokazuje, czym jest kapitalizm - systemem opartym na aktywnym udziale państwa w życiu ludzi, także ekonomii. Z tego co wiem Chiny to państwo ograniczajace prawa do organizowania się robotników, państwo odbierające ziemię rolnikom (czyli powstaje więcej nie mających nic, czyli , nomen-omen, proletariuszy, ludzi, dla których od tego, czy ktoś ich zatrudni, czy nie, czesto zależy życie czy zdrowie...) mieszkającym na kontrolowanym przez nich terenie, państwo śledzące i inwigilujace poddanych (więc dlaczego nie działaczy związkowych?). Także w Chinach nie funkcjonuje żadne prawo pracy, chroniące pracowników przed pracodawcami. Z drugiej strony chińscy państwowcy oferują takie udogodnienia dla przedsiebiorców, jak choćby tworzenie specjalnych stref ekonomicznych. "Wolny rynek". Łatwo zrozumieć, dlaczego różne "przedsiębiorcze typy" chwalą sobie to miejsce.

Oczywiście to nie jest jedyny model ekonomii rynkowej. Istnieją pomysły wolnorynkowe i bezpaństwowe, jestem zwolennikiem właśnie takich. Przeczytajcie choćby coś o mutualizmie, czy szerzej, anarchoindywidualizmie.

Xavierowi dziękuje za podanie tej informacjii na CIA. W tekście napisałem o inwigilowaniu, ograniczaniu prawa do organizowania się, odbieraniu ziemi oraz strefach ekonomicznych, nie posiłkując sie żadnymi źródłami. Jeśli uważacie, że jest inaczej, chętnie coś o tym przeczytam. No i sam postaram się poszukać.


Komentarze [0]


Utożsamianie sie i przywiązywanie @ 2006-07-22 01:37

Jeśli się z kimś lub czymś za bardzo utożsamiam, może byc krucho. Mogę po pijaku zrobić dziecko lub gadać głupoty. A potem tego żałować. Mogę też myśleć o moim ciele jako mnie i potem zachorować, i wkurzać się na siebie, że tak siebie zawiodłem. Trudno myśleć o sobie jako o czymś, czego nie chcemy, więc jeśli utożsamiamy się z kimś lub czymś, to wydaje się, że to lub ten ktoś jest całkiem pod naszą kontrolą. Przez takie zachowanie możemy zostać zaskoczeni swoją niemożnością, potargani na dwie części jej wewnętrzną sprzecznością ("ja chce, ale nie mogę" - nie znam gorszej myśli i gorszego zdania). Nasze chcenie staje się zupełnie nie ważne, sprawy idą nie po naszej myśli. Nie może być tak, jak chcemy. Tracimy wolność w ten sposób.

Lepiej czasem mysleć o naszych emocjach i uczuciach, o ciele nam danym, o myślach jako czymś obcym. Nawet o naszej osobie myśleć jako o kimś trzecim. Nie Ty czytasz to drogi czytelniku, tylko jakiś tam XYZ (tu wstaw swoje imie... na pewno twoje?:) )

Drugi problem to przywiązywanie się. Coś MUSI być tak-a-tak. Wierutna bzdura. Wszystko może być inaczej. Mamy zespoły nawyków. Mają one swój sens - spora cześć z nich ułatwia myślenie, czucie, działanie. Po co w logicie rozpatrywać wszystkie możliwe wartościowania zdania złożonego, skoro wystarczy metoda skrócona? Skracamy sobię więc drogę, uczymy sie tego odruchu, choć można inaczej, bardziej mozolnie coś zrobić. Taki nawyk jest pożyteczny Ale to może być też groźne. Weźmy taki przykład, dotyczy mnie: można nawyknąć do niestosowania przemocy. Ogólnie dobry nawyk. Po co bić po mordzie kogo popadnie? Totalnie zniekształciłoby to moje bycie z ludźmi. Nie musiałbym większości choć troszke zrozumieć, bo by się mnie bali i robili co każę. Tak myślę. Poza tym, mógłbym nie być na tyle silny i sprawny, by wszystkich zterroryzować. To nie jest to, o co mi chodzi i co mnie cieszy w byciu z innymi. Ale czasem tchórzę niepotrzebnie - kilku ludzi powinno w mordę jednak dostać. Czułbym sie teraz z tym dobrze, gdybym ich uderzył. Mocno. To są zazwyczaj kolesie lubiący poniżać innych - takich niecierpie, a nie potrafie zignorować czasem.

I to jest własnie przywiązanie niepotrzebne, głupi nawyk - wyuczyłem się unikać przemocy. Gdzieś we mnie siedzi taki mechanizm - MUSISZ UNIKAĆ BÓJEK. Zupełnie niepotrzebnie. To właśnie takiego myślenia należy unikać, a nie wszystkich możliwych bójek. W moim wypadku jest mi trudno nie bać sie, przeskoczyć ten odruch, czy tak (uciekając przed starciem), a nie inaczej przeżywać ten strach. Ale drobniejsze rzeczy potrafię przezwycieżyć (np. gniewanie się na pierdoły, wybrzydzanie), myśląc po prostu, że wcale nie musi tak być, jak mi się wydaje. Po prostu twoja reakcja na takie-a-takie zdarzenie nie musi być czymś oczywistym. Możesz zrobić inaczej.

No, już sie nie mądrze. Ten tekścik nie wykluł się z niczego. Inspiracją były rzeczy które napisali tacy ludzie jak Suzuki (buddysta zen, mistrz) i jeszcze jeden Suzuki, którego imienia TEŻ nie pamiętam, też buddysta zen. Pierwszy ze szkoły Soto, drugi ze szkoły Rinzai. Ważna była Księga Drogi i Cnoty, i inne czytadła taoistyczne. Nigdy nie znalazłem wzmianki o "myśleniu o sobie w trzeciej osobie" u samego Alfreda Korzbskiego (w zasadzie nie przeczytałem niczego do końca tego autora), ale, że to zalecał, tak twierdził Alan Watts. Pewnie jest jeszcze mnóstwo innych ludzi, których należałoby wymienić, bo bez nich tego wpisu by nie było. Nie pamietam ich. Ale wszystkim jestem wdzięczny.


Komentarze [0]


Liban - giną przedewszystkim cywile @ 2006-07-19 09:10

Tak przynajmniej podają tutaj. Smutne. Za rozpierduche silnych giną słabi. Często zupełnie nie związani z konfliktem. Odpuszcze sobie ideologiczną generalizacje. Jak dla mnie wystarczy, że to wkleiłem, bo art mowi za siebie.


Komentarze [3]


Sabotaż w miejscu pracy @ 2006-07-12 22:14


Ja już napisałem, rządzenie ludźmi wiąże się z ich naturalnym oporem. Nie jest istotne w tym wypadku, jaka to jest władza, w jakim opakowaniu występuje. Zarówno władza właściciela nad człowiekiem korzystającym z jego własności, jak władza urzędnika, czy ojca nad swoimi dziećmi jest zmuszaniem kogoś do czegoś - inaczej nie ma mowy o władzy. No i to pociąga za soba opór, to dosyć oczywiste - ludzie zmuszani do czegoś nie chcą być zmuszani. Jednym z bardzo ważnych zadań naszego "wychowywania" w różnych "publicznych szkołach" (ale nie tylko, w zwykłych domach też to następuje) jest podkreślanie, że ten opór jest bezsensowny. No to ja mówie wszystkim juz przekonanym, że niekoniecznie (artykuł "Niech żyje sabotaż"). Jak na mój rozum, to jest to ciekawy przykład czegoś zupełnie innego - kolesie, pomimo zagrożenia dla miejsc pracy, nie pozwolili traktować siebie jak meble czy narzędzia. Takie historie są przyjemne w czytaniu, dają dużą nadzieje - bo jeśli im udało się uciec od czyjegoś szefowania, to czemu nie mnie?


Zaniepokojonym anarchokapitalistom, jeśli tacy czytają moje wypociny, mogę tylko napisać, że podobnie jak przedstawiciele innych nurtów anarchizmu, ideologia przysłoniła im to, o co chodzi. A chodzi przedewszystkim o to, by jeden drugim jak najmniej mógł rządzic, a jak najbardziej sobą i każdy opór wobec debilnych ograniczeń czyjejś wolności ma sens, nawet jak jest wbrew uświęconym zasadom. No chyba, że anarchistom nie zależy na wolności własnej i współziomków?


Komentarze [2]


Jak się jeszcze lepiej podlizywać? @ 2006-07-09 11:05

Tak, jak piszą tutaj. Nie należy nawet na chwilę zasugerować zwierzchnictwu, że chce się czegokolwiek dla siebie, trzeba lizać dupe "bezinteresownie". Wszystko dla szefa, przez szefa, szefowi (oczywiście na zewnątrz). I dla firmy. Media wspinają się na wyższy poziom, jeśli chodzi o nauke służalczości. Swoja drogą, czy czegoś to nie przypomina? Czy rosyjski "ruch stachanowców" i przekraczanie norm pracy za PRL-u nie były czymś podobnym, z ducha, do obecnej "kultury roboty" (ang. job culture)?


Komentarze [7]


Ciekawa prawidłowość @ 2006-07-08 11:17

Pomyślcie sobie, co łączy szkołę, prace czy struktury
państwowe? Szpiegowanie i donoszenie. Wysoce cenieni (przynajmniej do czasu,
gdy dostarczenia informacji) szpiedzy szemrają coś życzliwie na ucho wychowawczyni,
szefowi lub premierowi. Dlaczego? Dlaczego rządzący potrzebują informacji
zdobywanych podstępnie, poprzez kłamstwa lub półprawdy (przecież donosiciel
zawsze stara się nie ujawniać)? Według mnie jest to skutek uboczny samej ich
pozycji. Władza polega na tym, że mogę sprawić, że inni będą coś robili, czego robić
nie chcą. Tych, których dotyczy, władza mierzi zazwyczaj – trudno się cieszyć z
tego, że robi coś, czego się nie chce robić. Jeśli pewnych rzeczy nie powiedzą
zwierzchnikom, będą mieli święty spokój, bo zwyczajnie szef nie będzie mógł
podjąć decyzji, kiedy nie będzie wiedział, że w ogóle dzieją się rzeczy nie po jego myśli.
Przykład? A ile razy nie robiliście choćby prac domowych, gdy na was nikt nie
patrzył? Oczywiście to skutkowało, jeśli ktoś nie donosił. I dlatego
donosiciele są niezbędni dla wszelkiego zwierzchnictwa. Są protezą potrzebną
rządzącym dlatego, że rządzą. Inaczej ludzie na górze hierarchii byliby ślepi.

Żeby nie było, że jestem taki mądry, do napisania tej notki popchnęły mnie poglądy Roberta Antona Wilsona na ten temat i to co pisze często
Kevin Carson na swoim blogu (u mnie w linkach nazywa się to Blog
Mutualistyczny). Czytelnikom polecam zapoznać się z tym, co ma do powiedzenia na ten temat i jeden, i drugi.


Komentarze [2]


Nowe prawo dotyczące poboru w Polsce... @ 2006-07-07 15:56

Podobno trwają nad nim zaawansowane prace. MON pracuje nad ustawą, zgodnie z którą będzie się brało do woja wszystkich zdolnych do służby wojskowej na 4 miesiące. Czy jedynych żywicieli też? Byłbym wdzięczny za odpowiedź czytelnikom.

Pierwszy nonsens - od kilku lat trąbi się w telwizji, że fizyczna tężyzna poborowych zdolnych do służby maleje. Jak w 4 miesiące ze zdechlaków zrobić żołnierzy? Polska armia już nie potrzebuje sprawnych fizycznie piechurów, wszystko za nich komputery zrobią?

Drugi - po co mobilizowac taką rzesze (z tego co zrozumiałem, jesli zrealizować by plany rządu, to liczba poborowych bardzo by wzrosła)? Jakie zagrożenie nad krajem wisi? A nawet jakby wisiało, jak mieliby sobie z nimi poradzić ludzie szkoleni przez 4 miesiące, których forma pozostaje wiele do życzenia, a morale, cóż... Sami twórcy ustawy mówią, że ogromna rzesza ludzi zwyczajnie nie stawia się nawet na komisje poborową. Dezerterują, nawet nie przekonując sie, jak jest w koszarach. Panowie z ministerstwa chcą, by ktoś taki, w razie czego, mnie bronił. Pffffffffff...

Czyli z racji urzedniczego widzimisię ma się bezwględnie, bez możliwości odwołania, pozbawiać ludzi swobody. Niby tylko przez 4 miesiące, to rzeczywiście nie dużo. Ale za to zupełnie idiotycznie. Bezmyślność rzadzących to straszna rzecz. A władza sprzyja bezmyślności.

Jednak chyba nie jest tak źle, MON chyba zupełnie zdementowało pogłoski o zwiekszeniu poboru (jest 22.08.2006)


Komentarze [3]


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]