niepodamswoichdanych | e-blogi.pl
KrĂłl Jest Nagi.
Biesłan - inna wersja wydarzeń @ 2006-08-29 13:44

Przeczytajcie to!

Może było inaczej, niż przedstawiono to nam dwa lata temu? A może to właśnie ten deputowany rosyjskiej dumy, proponujący inną wersje wydarzeń do przedstawienia, prowadzi jakąś dziwną grę? Za głupi jestem, żeby odpowiedzieć na te pytania Wam, a sobie mogę odpowiedzieć po cichu. W zamian tego zachęcam Was do samodzielnego rozważenia sprawy i odpowiedzi we własnym zakresie. Chcę tylko podkreślić, jak bardzo różne rzeczy można mówić o jednym wydarzeniu. Zastanówcie się, ile razy przyjmowaliście jakieś relacje bezkrytycznie?


Komentarze [0]


W klatce słów @ 2006-08-24 09:38

Czasami zastanawiam się, czy cisza nie jest wolnością - pomyślcie co robi dowolny język z nami, język rozumiany jako zespół zachowań służacych porozumiewaniu się. Napewno jest rodzajem mostu między ludźmi. Za pomocą tego czy innego języka mogę wyrażać myśli, uczucia, wrażenia zmysłowe, pokazywać je innym ludziom. Często to pokazywanie może być bardzo precyzjne, można nawet tworzyć, z pełną świadomością, języki, których zasady są bardzo regularne i dokładnie ustalone. Tak jest choćby w wypadku matematyki, czy się mylę? W dodatku różne języki pozwalają nam nie tylko dogadywać się z innymi ludźmi, ale też każdy z nas może dzięki nim lepiej myśleć, dzięki "rozmawianiu ze soba". Znowu doskonałym przykładem wydaję mi się matematyka i choćby zwyczajne, banalne rachunki, pozwalające na zliczanie przedmiotów czy pieniedzy - inaczej trzeba byłoby dokładnie pamiętać, jak wyglądają rzeczy, i w ten swposób sprawdzać, czy nie brakuje wśród nich czegoś (i co ciekawe, nie jest to tylko sytuacja hipotetyczna - pamiętam program w telewizji o pasterzach afrykańskich, którzy nie liczą sztuk bydła w swoich stadach, bo pamietają, podobno doskonale, każdą sztukę).

Język więc jest czymś niezywkle atrakcyjnym - pozwala nam, za pomocą słów i zasad ich układania, wpływać na innych ludzi, i na siebie. Jest to specyficzny wpływ - jest to regulowanie naszego przedstawiania sobie świata. Ale to ma swoją cenę, wynikającą z samego charakteru tego wpływu - używanie języka to przedstawianie czegoś za pomoca czegoś innego. Wypowiadane zdania czy same pojedyncze słowa nie są nigdy czymś, o czym mówimy. Jednocześnie to, jak o czymś mówimy wpływa na to, jak sobie to możemy przedstawić. Indianie Hopi podobno mają w języku swoim prawie same czasowniki. Ich język nie posiada terminów dobrze wyrażających czas lub przestrzeń pozbawioną czasu, za to nieźle im idzie z wyrażaniem subiektywności ("tego, co ujawniające się") i obiektywności ("tego, co ujawnione") świata. Whorf twierdził, a ja sie z nim zgadzam w tej kwestii, że oni widzą świat inaczej i inaczej się w tym świecie poruszają, własnie dlatego, że ich język jest tak zbudowany. W artykule, którym się posiłkuję, autor napisał też o innym amerykańskim plemieniu o podobnej budowie jezyka, którego członkowie mieli zwyczaj spotykania się nie w umówionych wcześniej mometach, ale dopiero wtedy, gdy obie strony były gotowe :)... Albo to było plemie śmiałków, albo odludków-neurotyków...

W każdym razie twierdzę, za Korzybskim czy wymienionym w artykule (do którego link podam trochę niżej) Whorfem, że od tego, w jakim języku mówimy, zależy to, jak nam sie przedstawia to, o czym mówimy. A nie mamy gwarancji, że nasz sposób widzenia/czucia/myślenia, który jest jaki jest między innymi z tego powodu, że w mówieniu o tym widzeniu/czuciu/myśleniu używamy takiego, a nie innego języka, gwarantuje nam takie planowanie działań, które zawsze doprowadzi do sukcesu. Warto więc czasami usunać z głowy jak najwięcej konstrukcji językowych, stać sie niemową. Także względem siebie. Bo różne języki mogą nam odbierać możliwości zarówno sprawdzania naszego myślenia, poprzez wpływ na wrażenia i uczucia, jak i zmniejszac mozliwość wyrażania myśli. Chwila zewnętrznegpo i wenętrznego milczenia w takim wypadku zwyczajnie uwalnia nas od ram, w które wtłacza nas język. Tak więc polecam milczenie, choćby w dawce 10-15 minut dziennie.

Inspiracje: Korzybski, ten artykuł, zen... tradycjnie ciągle to samo :)

Tutaj jest link do artykułu z wikipedi dotyczącego języka Hopi. Troche demistyfikujący moje machinacje :P.

PS. Myśleliście o tym, jak szalone, jak perwersyjne jest słowo cisza? Słowo nie mające juz zupełnie nic wpsolnego z tym, czego dotyczy? Słowo - kłamstwo? Wydaje mi się, że to słowo świetnie pokazuje, jaką przemyślną klatką może być język. Więc teraz naprawdę juz KONIEC I CI-CHO-SZAAAAAAAA...


Komentarze [0]


O skażeniu jądrowym słów kilka... @ 2006-08-22 13:35

Na początku przepraszam za nieobecność. I do przodu...

Dużo mówi się o Czarnobylu, o tej awarii elektrowni. Przedstawia się to jako tragedię, często jako tragedię o rozmiarze globalnym, jeśli chodzi o skażenie radioaktywne. Nie wiem dlaczego tak się to pokazuje. Przecież zdarzeń powodujących skażenie mogło być dużo więcej, od 1945 roku do 98:

  • USA: 1030 próbnych wybuchów jądrowych
  • ZSRR: 715 próbnych wybuchów jądrowych
  • Francja: 210 próbnych wybuchów jądrowych
  • Wielka Brytania: 45 próbnych wybuchów jądrowych
  • Chiny: 45 próbnych wybuchów jądrowych
  • Indie: 6 próbnych wybuchów jądrowych
  • Pakistan: 6 próbnych wybuchów jądrowych
  • Izrael/Republika Południowej Afryki: prawdopodobnie 1 próbny wybuch jądrowy, oficjalnie żaden ze współpracujących ze sobą krajów (wspólnie budowały te państwa swój arsenał atomowy) nie przeprowadził próby, ale rozbłysk zaobserwowany przez amerykańskiego satelitę 22 września 1979 jest intepretowany jako właśnie próba jądrowa i kojarzony z tymi państwami.

Wydaję mi się całkiem możliwe to, że mogliśmy (i nasi rodzice, i dziadkowie) być podanni dużo większej dawce skażenia, niż ta, która dotknęła nas w związku z awarią elektrowni atomowej w Czarnobylu. Zastanówcie się tylko jak bardzo zmieniłoby to nasze podejście do świata, gdyby awarii w ogóle nie było... Dalej bylibyśmy skażonymi pokoleniami ludzi, ale nic byśmy o tym nie wiedzieli. Na ile lepiej traktowalibyśmy rządzacych nami ludzi? Na ile mniej balibyśmy się energii atomowej? Informacja to także środek sprawowania władzy, to mój wniosek.

Tu macie źródło moich rewelacji. Jeśli coś pieprznąłem, chętnie sie o tym dowiem.


Komentarze [0]


Autoironia? @ 2006-08-11 18:44

W moim mieście gonią handlarzy ulicznych strażnicy miejscy i rekwirują im towar. Taki jest nakaz władz miasta. Chcą by miasto było piekne, a handlarze na ulicach, według nich, w tym przeszkadzają. Jedna kobieta sprzedająca precle przy dworcu kolejowym i autobusowym poszła się poskarżyć do urzędu, wybaczcie, nie pamiętam jakiego. Co jej tam powiedzieli? Że przy dworcu stać nie może, bo tam za dużo ludzi chodzi, że ma się przenieść na wyznaczone przez władze miasta miejsce. Zastanawiam się, co im mogła odpowiedziec, jak argumentować... Przecież ona WŁAŚNIE DLATEGO TAM STOI, BO TAM DUŻO LUDZI CHODZI...

Oczywiście urzędnik-szaraczek tu raczej nie jest winny. To uzasadnienie, będące, jak dla mnie, przerażajacą przeszkoda intelektualną, ciągle nie dokońca rozumiem kryjącej się za nim myśli, pochodzi pewnie od władz miasta, jakiegoś radnego, czy kogoś takiego...


Nie ma co, ale rządzący w Polsce dbają o to, by naród miał powody do smiechu.


Komentarze [3]


Po co komu własność? @ 2006-08-04 15:44

Własność rozumiana jako wyłączność na coś? A no może po to, że gdyby ci biedaszybnicy mieli zapewnioną tą wyłączność, mieliby łatwiej:"Robiłem po prostu to, co było trzeba. Trzeba było iść na dół – człowiek schodził na dół, jak chcieli, żeby wyciągać wiadra, to człowiek i to robił. Zmian właściwie nie było, jeżeli było zamówienie, to robiło się dotąd, póki się nie wykonało tego zamówienia – 12-14 godzin non stop. Wtedy TIR-y przyjeżdżały. Przyjeżdżały z Poznania, z Łodzi... Dziećmi ktoś tam się opiekował, padałem na pysk, pracowałem dalej. Zmęczenie nieraz strasznie się dawało we znaki, niejednokrotnie nawet w nocy zostawaliśmy, pilnować miału, czy coś takiego. Musieliśmy pilnować, bo nieroby przyjeżdżali – po co kopać, jak wpadało ośmiu chłopa, wynieśli, załadowali na stara wszystko, co trafili... Godzina czasu i star załadowany" (całość tu). Wale to, czy najbogatsi ludzie na tym świecie są chronieni przed złodziejami, oszustami, rabusiami. Ale prace utrzymującą kogoś przy życiu, którą ktoś sobie sam zapewnia, trzeba chronić według mnie. A z drugiej strony zostawiać miejsce dla innych. Jak dla mnie zasada, że co zrobiłem pracując jest moje, właśnie jest taka.

A tak swoją drogą, doskonle ten przypadek biedaszybnika (czy przypadki przeganiania np. handlarzy ulicznych w miastach całej Polski) pokazuje, na czym polega gra w "wolny" rynek - wspiera się tylko te inicjatywy, nad którymi urzędnicy mogą sprawować kontrole, są inwestorzy którzy łatwo przystają na warunki biurokratów (albo po prostu ich kupują...). Duże hiepermarkety mordujace mały handel są ok, tak samo inwestorzy wykupujący zakłady i zamykający je, by zmniejszyć konkurencje (Ożarów przykładem). Ale taka naprawdę oddolna, naprawdę prywatna i swobodna przedsiębiorczość jest zwyczajnie upierdalana, choć służy głównie przeżyciu. Kapitalizm...


Komentarze [3]


Boochin nie żyje @ 2006-08-02 20:54

Zmarł 30 lipca w swoim domu. Nie znam dużo pism tego człowieka, wiem, że jechał na anarchoindywidualizm w sposób, jaki mnie się wydaje chybionym. Ale klasyk to był, a jednocześnie anarchista współczesny. [*]

Na tej stronie macie więcej informacji o nim. Jeszcze sam nie przeczytałem, więc w ogóle nie komentuje. Po angielsku.


Komentarze [0]


Jak radzić sobie w pracy - kilka istotnych uwag :) @ 2006-08-02 20:50

Reguła Planera: Jeśli zrobisz wyjątek, to następnym razem to będzie już uważane za twój obowiązek.

Prawo Slousa: Jeśli wykonujesz robotę zbyt dobrze, to już się od niej nie odczepisz.

Franco prawo miejsca pracy: Jeśli to, co robisz sprawia Ci przyjemność, to najpewniej partaczysz.

Larsona zasada biurokratyczna: Dokonaj czegoś niemożliwego, a szef zaliczy to do twoich obowiązków.

Pierwsza pułapka geniusza: Żaden szef nie będzie trzymać pracownika, który ma zawsze rację.

Prawo Otta: Gdy szef staje przy biurku, zawsze akurat robisz coś niekoniecznego.

Prawo Benchleya: Każdy może odwalić dowolny kawał roboty, jeśli tylko nie należy to do jego obowiązków.

Prawo Clyde'a: Im dłużej zwlekasz z tym, co masz do zrobienia, tym większa szansa, że ktoś Cię wyręczy.

Prawo Darwina: Szczęśliwym praca nie idzie.

Achesona reguła biurokracji: Raport ma służyć nie poinformowaniu czytelnika, lecz ochronie autora.

Roberta reguła administracji: Tytuły przeważają nad osiągnięciami.

Prawo Wilsona: Ranga osoby jest odwrotnie proporcjonalna do szybkości mowy.

Prawo Mosleya: Poczynania szefów oparte są na micie, ze przyszły rozwój organizacji zrekompensuje dawne niedoróbki.

Piąta reguła powodzenia w biznesie: Pilnuj, żeby szef szefa nie dobierał się szefowi do tyłka.

Trzecie prawo wydajności: Kiedy szefowie mówią o polepszeniu wydajnoci, nigdy nie maja na myli siebie.

Zasada Prince'a: Ludzie, którzy pracują siedząc, zarabiają więcej od tych, którzy pracują stojąc.


Wellera prawo zdobywania funduszy: Nigdy nie przyznawaj, ze masz wystarczająco dużo personelu, miejsca i pieniędzy.


Robertsona reguła biurokracji: Im więcej dyrektyw wydasz, aby rozwiązać problem, tym gorzej się to wszystko skończy.


 Andersona prawo przetrwania dla niższego personelu:

  • Nigdy nie miej za często racji.
  • Aluzje lepiej przyjmować niż czynić.

Prawo Chapmana: Nie będę niezastąpiony. Ludzie niezastąpieni nie awansują.


Prawo Owena: Jeśli jesteś dobry, to cala robota zwali się na ciebie. Jeśli jesteś naprawdę dobry, to nie dopuścisz do tego.


Prawo tytulatury p.o. dyrektora odpowiedzialnego: Im dłuższy tytuł tym mniej ważna praca.


Prawo Van Roya: Narada nie zastąpi efektów.

Aksjomat Adlera: Język jest tym, co odróżnia nas od niższych zwierząt i od urzędników.

Prawo Coblitza: Każda komisja jest w stanie podjąć decyzję głupszą niż którykolwiek z jej członków.

Prawo Niesa: Energia zużywana przez biurokracje na obronę błędu jest wprost proporcjonalna do jego wielkości.

Phillipa prawo procedur komisyjnych: Łatwe do przeprowadzenia są tylko zmiany na gorsze.

Prawo Petersona: Nigdy nie opóźniaj końca narady, ani początku przerwy obiadowej

Chapmana reguły komisyjne:

  • Nigdy nie zjawiaj się na czas, bo będziesz musiał zaczynać.
  • Nie odzywaj się do połowy posiedzenia, a zyskasz opinię człowieka inteligentnego.
  • Bądź tak mało konkretny, jak to tylko możliwe; dzięki temu nikogo nie urazisz.
  • Kiedy masz wątpliwości - zaproponuj powołanie podkomisji.
  • Pierwszy wystąp z wnioskiem o przełożenie obrad; zyskasz popularność, gdyż wszyscy na to czekają.

Prawo Wolińskiego: Praca w zespole polega na tym, że przez połowę czasu trzeba tłumaczyć innym, że są w błędzie.

Z Joe Monstera, wyszperane przez Adziego.


Komentarze [0]


Dzisiaj jest rocznica Powstania @ 2006-08-01 15:54

[*]. Podziwiam odważnych ludzi walczących z okupantem. Strasznie na tej odwadze politycy teraz żerują, ale cóż, widać nie potrafią inaczej...


Komentarze [0]


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]